Poruszenie zamiast rewolucji

Poruszenie zamiast rewolucji

Ponad trzy miesiące temu na polskim rynku zadebiutował Netflix – największy serwis VOD na świecie. Szybko okazało się jednak, że amerykański gigant nie był wystarczająco przygotowany do wejścia na polski rynek.

Karoliną Dudek, Team Liderem działu Content w The Nets, rozmawiał Jakub Wajdzik, zastępca redaktora naczelnego w „Tv lider

 

Czy wejście Netflixa spowodowało rewolucję na polskim rynku VOD i telewizji?

Niestety nie, choć na taką rewolucję – łatwy i legalny dostęp do szerokiej bazy wideo na żądanie, nowości publikowanych równolegle z rynkiem USA i dostępnych nie tylko przez komputer czy telewizor, ale także na urządzaniach mobilnych – ciągle czekamy. To, co „wejście” Netflix do Polski wywołało, nazwałabym raczej poruszeniem. Rozbudzono nadzieje miłośników amerykańskich produkcji, jednak, koniec końców, nie spełniono ich. Cudzysłów przy słowie „wejście” jest uzasadniony. To, co stało się na początku stycznia, to nie wejście na nasz rynek, ale raczej usunięcie blokad regionalnych dla Polski i 129 innych krajów, by ukrócić nielegalne próby dostawania się do amerykańskich zasobów Netflixa. A skoro o zasobach mowa – dodam, że Polacy niczym biedni krewni mogą korzystać zaledwie z kilkunastu procent tego, co Amerykanie. Udostępniono nam 18 proc. tamtejszej bazy seriali i tylko 12 proc. oferty filmowej. W niewiele lepszej sytuacji są też inne kraje, choć tam procenty wyglądają już bardziej przyzwoicie.

Jak ocenia Pani obecną ofertę Netflixa?

Aktualny content Netflix, to jak już wspomniałam zalewie procent tego, co platforma ma za oceanem. Na dodatek brakuje hitów – a to one ściągają masowego odbiorcę. Bez „Gry o tron” oraz z wielką zawieruchą wokół „House of Cards” na koncie (serial ten dostawca odblokował dla Polski dopiero po dwóch miesiącach od startu i wielu słowach oburzenia), Netflix może moim zdaniem tylko pomarzyć o wielkim sukcesie nad Wisłą. Ponadto 45 złotych za standardowy pakiet, pozwalający oglądać udostępniane w Polsce zasoby Netflix w jakoś HD na dwóch urządzeniach, to jednak bardzo dużo. Pomijam fakt, że w Polsce ciągle płacenie za legalne odtwarzanie filmów i seriali nie jest tak oczywiste jak być powinno. Na dostatek opłaty za Netflix można dokonywać wyłącznie online, za pośrednictwem PayPal lub karty (którą należy bezwzględnie podpiąć do systemu, nawet chcą uzyskać dostęp do bezpłatnej, miesięcznej wersji demonstracyjnej) budzi typową, mocno zakorzenioną w nas emocję – nieufność. I wbrew pozorom nie dotyczy to jedynie osób straszy, które nie są przekonane do płatności bezgotówkowych, wirtualnych, a tym bardziej automatycznych. To duży minus tej platformy także dla wielu młodych i mobilnych użytkowników. Operacje z użyciem danych karty poza systemem bankowości internetowej wciąż dokonywane są w Polsce niechętnie.

Czy serwis nawet z dużą ofertą filmową, ale bez polskich własnych produkcji może odnieść sukces?

Brak polskich produkcji na Netflix jest szeroko krytykowany. Sądzę jednak, że to nie brak rodzimych produkcji, ale brak polskiej wersji strony Netflix i polskich napisów w większości dostępnych produkcji jest największym problemem. Serialomaniacy – a mam wrażenie, że to głównie do nich kierowana jest oferta Netflix – choćby nawet biegle znali język angielski – często i tak sięgają po polskie napisy. Zwłaszcza, gdy fabuła jest zawiła, a dialogi pełne slangu lub słownictwa branżowego. Bez zrozumienia niuansów, śledzenie akcji i czerpanie przyjemności z oglądania jest utrudnione.

Czego brakuje Netflixowi by móc otworzyć szampana nad Wisłą?

Szerszej biblioteki filmów i seriali oraz języka polskiego, o czym już mówiłam, ale także czasu. Musi minąć parę lat, by Polacy zaczęli doceniać legalne i mobilne źródła wideo. By zechcieli za nie płacić tyle, co za średni pakiet kablówki czy satelity lub by bez wahania podawali dane swojej karty kredytowej. Oczywiście mówię tu o odbiorcy masowym. Z pewnością poszukujący nowych, mało do tej pory znanych na naszym rynku serialu, ceniący wygodę oglądania ich zawsze i wszędzie, mogą się na Netflix skusić.

W jakim kierunku konkurencja powinna zareagować na wejście Netflixa na polski rynek?

Rozszerzać bibliotekę filmów i upraszać swoje strony i aplikacje, maksymalnie ułatwiać odtwarzanie na różnorodnych urządzeniach, skracać formularze niezbędne do logowania i nie zamęczać reklamami, zwłaszcza tych użytkowników, zechcą się zarejestrować. Poza tym – robić swoje, bo Netflix w obecnej formie z pewnością nie stanie się ulubionym wideo na żądanie Polaków.

 

Tekst „Poruszenie zamiast rewolucji” pierwotnie ukazał się w magazynie „Tv lider”, nr 4-5 (80) 2016 dostępnym także online pod adresem: tvlider.pl/2016_0405


fot.: pexels.com

Karolina Dudek
ADMINISTRATOR
Profil

Podobne wpisy